Negatywnie zaskakująca rzeczywistość. Dzieci stamtąd, Arlette Cousture.

09:34:00




Kiedy sięgamy po lekturę, która z założenia ma być na temat tak brutalnego dla człowieka 
czasu, jakim jest wojna, zakłada się, 
że będzie ona od początku melancholijna i smutna. 

Tymczasem kiedy zaczęłam czytać książkę "Dzieci stamtąd", Arlette Cousture, wydaną przez Wydawnictwo WAM, byłam nieco zaskoczona jej pozytywnym motywem, który otwiera całą historię. 
Spotykamy tu Elę i Janka, czyli dzieci, które z końcem czerwca odczuwają niesamowitą  radość. Nie ma się co dziwić, kończy się rok szkolny i zaczyna się słoneczne i przyjemne lato. Dodatkowo, sielskiego klimatu dodaje wieść o tym, że siedemnastoletni Jurek będzie, jak co roku spędzał wakacje na wsi. Pełen sił i zapału młodzieniec już czuje, że będzie pilnie pomagał przy pracach gospodarczych, jakie na wsi są tematem obowiązkowym. 
W książce przewija się historia wielu osób, na początku jest bardzo miło i sympatycznie, 
bohaterowie wiodą normalne życie. Pojawia się tu Tomasz, który jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, a jego żona Zofia, jest nauczycielką gry na fortepianie. Oboje są ludźmi wykształconymi, pełnymi pasji i świadomymi otaczającej ich rzeczywistości. Mają oni wspomnianą wcześniej trójkę dzieci i w drodze kolejne. 
Niestety rok 1939 nie jest do końca dobrym czasem. Z początkiem września zapada straszny okres, gdyż nadchodzi wojna. Czas ten dla każdego człowieka, tak samo i dla rodziny Pawulskich, o których tutaj piszę jest czasem najcięższym w życiu. Starają się oni przetrwać każdy kolejny dzień w ich pięknym Krakowie, który to został napadnięty przez Niemieckie wojska. 
Walka ta jest nierówna i napotykają wiele trudności, począwszy od braków podstawowych, służących do przetrwania rzeczy. Niestety, nie wszyscy Pawulscy przeżyją tą próbę, co wprowadza wątek tragiczny. W książce są szczegółowo opisane uczucia i emocje, towarzyszące poszczególnym wątkom. Niezwykle jest tutaj podkreślona siła więzów rodzinnych, miłości i wzajemnego wsparcia. Bohaterowie nie kryją potrzeby bliskości, są bardzo zżyci i nad wyraz dobrze radzą sobie z zastaną, nową rzeczywistością. 
Książka "Dzieci stamtąd" jest miejscem, gdzie podkreślona jest wielka miłość do muzyki, którą czuje każdy z członków rodziny  Pawulskich. Potrafili oni grać na instrumentach i przeżywali chwile pokrzepienia podczas wspólnego koncertowania. Ich muzyka wyrażała także smutek i tęsknotę za tymi, którzy odeszli w wyniku wojny. 
Bardzo wyraźnie widać tu ogromną nienawiść do wroga, który to niszczy naród, zaczynając od 
najmniejszej komórki społecznej, jaką jest rodzina. W książce spotykamy się z wachlarzem różnorakich uczuć. Czasami książka wzbudza refleksje, innym razem daje nadzieję i budzi uśmiech na twarzy czytelnika. 
Niewątpliwie powieść ta jest bardzo spokojna i czyta się ją miło i łatwo się przy niej 
zrelaksować. Nie ma tu jakoś bardzo wyraźnych zwrotów akcji, bardziej jest ona historią, niż rzeczywistością, w którą czytelnik miałby się włączyć. 
Myślę, że warto zapoznać się z treścią tej książki. Samo słowo "wojna" jest dla każdego 
człowieka wyznacznikiem czegoś bardzo złego. Dzięki tej lekturze możemy od kuchni poznać 
uczucia ludzi, którzy takie ciężkie chwile przeżyli. Natomiast wdrażając przeżyte przez nich trudne chwile, jako prawdziwą, poznaną przez kogoś historię, utożsamiamy się z obecnym poczuciem spokoju, który daje nam wolność.
Jako mała dziewczynka usłyszałam od mojej ukochanej Prababci wiele historii o wojnie. 
Zawsze były one dla mnie fascynujące i słuchałam o nich z zapartym tchem. Dziś wiem, że były one prawdziwe, a wówczas stanowiły swoistą abstrakcję. Współczuję ludziom, którzy przeżyli taki horror, jednocześnie bardzo ich podziwiam, bo mimo tak wielu trudności przezwyciężyli najcięższą traumę i z pewnością stali się silniejsi.










Zobacz także

0 komentarze

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *